Wzruszajaca opowiesc o sloniu i o pewnym czlowieku, ktora na dlugo zostala w mojej pamieci...
W 1968 roku Dan Harrison udal sie na wakacje do Kenii po zakonczeniu studiow na Nortwestern Univesity...
Na dluzszej wyprawie poprzez afrykanski busz natrafil na mlodego slonia, ktory stal nieruchomo z podniesiona noga, Dan podszedl do niego bardzo powoli i ostroznie. Chcac pomoc biednemu zwierzeciu, przyklekl aby sprawdzic co sie stalo, zauwazyl duzy kawalek galezi wbity w stope mlodego slonia wiec przy uzyciu noza delikatnie i z troska jak tylko mogl wyciagnal kawalek drzewa ze stopy slonia.
Po tym zabiegu slon delikatnie postawil stope na ziemi i spojrzal Czlowiekowi prosto w oczy jak by chcial cos powiedziec. Dan przestraszony stanal niczym slup soli bojac sie, ze zostanie stratowany przez zwierze. Na szczescie mlody slon tylko podniosl glowe i glosno zatrabil w ramach podziekowania po czym odszedl.
Dan nigdy nie zapomnial tego slonia ani tego co sie wydarzylo tego dnia. 20 lat pozniej Dan ze swoim synem wybral sie na spacer do Chicagowskiego Zoo, kiedy doszli do wybiegu sloni, jeden odwrocil sie i podszedl w strone Dana i jego syna Juniora. Dorosly juz slon spojrzal na Dana, podniosl i postawil z powrotem na ziemi kilkakrotnie przednia stope po czym glosno zatrabil nie spuszczajac Dana z oczu...
Pamietajac wydarzenia z roku 1986 Dan nie mogl uwierzyc, ze jest to ten sam slon. Jednak przelamal sie, przeskoczyl bariere rozdzielajaca widownie od wybiegu i podazyl w strone slonia, niedowierzajac spojrzal zwierzeciu gleboko w oczy. Slon ponownie glosno zatrabil, delikatnie owinal trabe jednej z nog Dana i parokrotnie uderzyl nim o bariere zabijajac na miejscu...
Prawdopodobnie nie byl to ten sam slon...