czwartek, 30 września 2010

Przymrozki, zabawy, slonce


i pierwsze wczorajsze skrobanie szyby samochodu...


Dzisiejszy dzien nie zapowiadal sie szczegolnie a jednak byl sloneczny i bardzo udany... na obiad wyciagnelismy grila i zrobilismy hamburgery bo te nasze smakuja nam najlepiej...! Dzieci mialy wspaniale humory, byly zabawy i wspolny czas chlopcow w cudaczno dziwacznej drewnianej budowli z desek wybudowanej jakis czas temu przez tate razem z chlopcami... To wlasnie w niej odbywaja sie wspolne zabawy, spotkania i meskie rozmowy... jestem przekonana, ze wiele osob widzac to cudo zastanawia sie...

coz to za dziwaczna budowla... :-)





Zupelnie nie spodziewalam sie, ze ten dzien spedzimy tak sympatycznie... ze cudaczna budowla sprawi dzieciom tyle przyjemnosci, ze tyle bedziemy mieli slonca, ciepla i usmiechu... Zawsze taki wlasnie widok bawiacych sie beztrosko dzieci sprawia mi tyle radosci...

widok na ktory moglabym patrzec bez konca...



I jeszcze na koniec pewna historia... trzy lata temu sprawa ta tutaj byla bardzo glosna i poszla do Sadu. Kilka kobiet mialo problemy zdrowotne zwiazane z ciaza, po mimo zwolnienia od lekarza i zaswiadczenia, ze nie sa w stanie pracowac kasa chorych postanowila nie wyplacic im pieniedzy... stwierdzila bowiem, ze ciaza to nie choroba i trzeba pracowac. Dzisiaj kobiety te sprawe wygraly z czego i ja bardzo sie ciesze...!

I tym wlasnie radosnym akcentem na wieczor Lisa Ekdahl, jej delikatny i dziewczecy glos moze Wam rowniez sie spodoba...

Dobrej nocy ☀ Mamsan

poniedziałek, 27 września 2010

...

Nadchodzi jesien

szeptem chcialabym lato zatrzymac ale nie mam wyboru
chlodny wiatr porywa wlosy i liscie zachecajac do wspolnego tanca
rozsypane platki minionego czasu pozbieram
w dloni otule cieplym chlodem smak przeznaczenia
i w samotnosci sluchac bede szumu drzew o przemijaniu...


Przyszla pora na chlodne poranki, dni, na cieple buty i kurtki... Dzisaj bardzo chlodno, wiatr przechodzil przez cale cialo jakby sie chcial z dusza witac... Lato nas opuscilo, niestety ale jesien wciaz piekna, kolorowa, przypudrowana zlocistym pudrem...

U nas tez bardzo duzo pracy bo coraz zimniej i wszystko przed zima trzeba pomalowac, zakonczyc, pochowac a czasu coraz mniej... Wracam z pracy do domu i pracuje dalej... dzien konczy sie poznym wieczorem. Caly ogrod rozkopany i ozdobiony starymy kawalkami porcelany, dzieci zbieraja, myja i chowaja do skrzynek jako skarby... ponoc kiedys byla tutaj fabryka...

wieczorem siadam na sofie
przy kominku z ciepla herbata
i z pustka w glowie...

Juz wkrotce bedzie lepiej
wiecej bedzie wolnego czasu
na czytanie, sluchanie, ogladanie
juz wkrotce...
wlasnie na to czekam
ten czas jest juz bardzo blisko...


Pozdrawiam jesiennie ☀ Mamsan

środa, 22 września 2010

Nie ma...


... naszego lokatora od kilku juz dobrych dni ...


Pajak jak sami widzicie bardzo zmeznial i wydoroslal, juz nie jest takim malym sympatycznym pajaczkiem jakim byl kiedy sie do nas po raz pierwszy wprowadzil... Po naszych dlugich obserwacjach doszlam do wniosku, ze taki pajak wesolo w zyciu nie ma... biedak prowadzi bardzo samotny tryb zycia, nigdzie nie wychodzi, z nikim sie rowniez nie spotyka i domku swojego nie opuszcza... gosci w sumie tez zadnych nie przyjmuje a Ci co wpadna z wizyta bez zapowiedzi, o zgrozo... gosci takich to niestety pierwsza i ostatnia taka wizyta...



Kilka dni temu mielismy deszczowa pogode... chmury pewnego dnia zaslonily niebo i zaczelo bardzo padac... pajak spakowal co mial do wziecia, okno nasze opuscil i do tej pory sie juz wiecej nie pokazal. Wczesniej tez tak robil ale zawsze wracal, tym razem od kilku juz dni pozostala nam tylko pusta, misternie utkana pajeczyna... Dzieci troche smutne, ja moze tez troche bo powiem Wam, ze lepiej bylo kiedy pajaka mialam na oku...

przynajmniej wiedzialam gdzie jest i co robi... :-)


Pozdrawiam cieplutko ☀ Mamsan



sobota, 18 września 2010

Tesknie...


za wieloma rzeczami ale szczegolnie w ostatnim czasie tesknie za podrozami


Bardzo chcialabym ponownie spakowac plecak, szczoteczke do zebow i z mapa w reku wyruszyc w swiat... W swiat nieznany, daleki ale jakze ciekawy i przyjemnie zachecajacy...

Pewno jak wiekszosc z Was lubie
zwiedzac nowe miejsca
smakowac nowe potrawy
patrzec na ludzi
uczyc sie histori i kultury w taki wlasnie sposob
i cieszyc oko otaczajacym nas pieknem...

Gdzies pojechac, nasycic serce i wszystkie spragnione zakamarki duszy napelnic pieknem naszego swiata... Zawsze bylam i pewno nadal jestem typowym strzelcem, swiat zawsze mnie fascynowal i ludzie... kazdy bowiem czlowiek ma w sobie tyle tajemnic i ukrytego piekna, trzeba je tylko dostrzec...

Te zdjecia to kilka wakacyjnych chwil zrobionych moja stara Minolta, sa skanowane i jakoscia nie najlepsze ale je lubie... to twarze ludzi i dzieci, ludzi ktorych moglabym fotografowac bez konca...




Dlaczego mysle o tym akurat teraz a wiec dlatego, ze od kilku juz lat nie mialam prawdziwych wakacji, nawet do Polski jezdze coraz mniej bo wciaz zbyt wiele obowiazkow, brak czasu, praca, remont domu i zawsze cos... Dlatego sa chwile kiedy lubie usiasc w ciszy i spokoju z kubkiem kawy czy tez herbaty z albumem w dloniach i wspominac te wszystkie bestroskie lata, podroze pelne przygod ktore nas spotkaly. Wiem, ze takie podroze pewno juz nie wroca, przynajmniej nie takie jak byly kiedys... od tamtego czasu minelo zbyt wiele lat ...

Ja jednak wciaz czekam i mam nadzieje, ze jak tylko dzieci podrosna i przyjdzie odpowiednia chwila, pojedziemy w swiat, w nieznane miejsca wszyscy razem, cala rodzina... w to wlasnie wierze i tego Wam z calego serca zycze...

Pozdrawiam ♡ Mamsan

Nieuchwytny...


Pokrzyzowal mi plany...


Planowalam napisac wczesniej cos nowego na moim blogu ale byl wieczorem film w telewizji... Pomyslalam sobie, ze pewno moj M bedzie chcial zobaczyc cos dobrego wieczorowa pora a ja bede miala okazje dzieki temu posiedziec sobie troche sama przed komputerem... Nie przyszlo mi jednak do glowy, ze sama wciagne sie w akcje filmu i bede chciala wszystko zobaczyc do samego konca... :-)

Film nazywa sie " Untraceable " z Diane Lane na temat przestepczosci internetowej... Ma w sobie wiele klasycznych motywow i w sumie watpliwa niby w nim przyjemnosc trzymala mnie jednak w napieciu...

Jutro wiecej napisze, nadrobie blogowe zaleglosci... nie wiem jak Wy ale ja czasami tak mam, ze nie wiem co mam pisac...

Pukam w glowe...

puk, puk
a tam pustka wielka
brak odpowiedzi
i cisza jak w kosciele...

Kolorowych snow zycze ☂ Mamsan

poniedziałek, 13 września 2010

Sliweczki i mrowki

Dlugo przez nas oczekiwane



Weekend zapamietalam slonecznie, cieplo i radosnie. Wspolne porzadki w ogrodzie i powolne przygotowywania jesienne ... Lubie zapach skoszonej trawy, lubie moje wciaz kwitnace roze, hortensje i dojrzale sliwki... to one ostatnio byly wielka radoscia dzieci... sa soczyste, slodkie i naprawde smaczne. Wszystkie zebrane sliwki trafialy prosto do buzi, pod drzewem siedzielismy razem z miska pelna nie sliwek a pestek... :-)

Czesto ze sliwek robie marmolade lub powidla ale w tym roku chcialabym zrobic cos innego, upiec ciasto lub zrobic cos sliwkowo smacznego... Znacie dobre ciasta, macie propozycje czegos nowego, napiszcie prosze... chetnie skorzystam z Waszych przepisow i z gory dziekuje...


A dzisiaj chlopcy z tata byli w lesie zbierac patyki... patykow zawsze u nas mnostwo bo to albo karabiny, szable, lasery, z dnia na dzien taki zwykly patyk przeistacza sie w cos innego... Przystaneli pod drzewem i nagle zaczeli wszyscy bardzo krzyczec i szybko uciekac... Patrzylam i nie wiedzialam o co chodzi...

Mrowki, mama, mnostwo mrowek, ratunku...!!! wolali glosno, jeden przez drugiego...

Nogi i rece pogryzione mieli najbardziej ale najwazniejsze, ze zbieranie patykow zakonczylo sie radosnym wspomnieniem i usmiechem na zaplakanych buziach...

Pozdrawiam Was serdecznie i uwazajcie na mrowki... :-) Mamsan

piątek, 10 września 2010

Rozmowa...


... moich dzieci w pokoju ...



Chlopcy siedzieli przed telewizorem i rozmawiali... szykujac cos w kuchni nie bardzo slyszalam o czym tak intensywnie rozmawiaja. Po pewnym czasie jednak zrozumialam, ze z rozmowy robi sie klutnia... od slowa do slowa coraz glosniej jeden drugiego zaczal przezywac...

a Ty wiesz
a Ty zrobiles to
a bo Ty jestes taki
a Ty taki wiesz...

Robilo sie glosno i czulam, ze zaraz cos sie stanie...
Nagle w tych goracych emocjach mlodszy syn stanal przed starszym bratem i z powazna mina, bardzo zly, glosno powiedzial...

A Ty wiesz co Ty jestes... a Ty jestes nalesnik...!!! wykrzyknal i obrazony opuscil pokoj...





A wiec kochane moje nalesniki zycze Wam duzo odpoczynku i spokojnego weekendu...
a jezeli bylyby jakies dysputy czy tez sprzeczki rodzinne to niech beda takie wlasnie nalesnikowe... :-)



Pozdrawiam cieplutko ♡ Mamsan

środa, 8 września 2010

Milosc i zwatpienia...


Słuchaj, słuchaj...
Czy w wietrze nie słyszysz, jak śpiewa
Mój głos, w którym miłość i tęsknota
Tak prosta i mocna jak wiosenne drzewa
Jak sprężone gałęzie młodych wierzb w opłotkach

Poprzez pola wiatr gęsty wiosną w serce chlusta
Oddech w piersi tamuje
I krwią tętni w skroniach
Aż do bólu, radosne serce niosąc w dłoniach
Chodzę z wiatrem z nieznanym
Imieniem na ustach... Krystyna Krahelska


Dzisiaj mialam wolny dzien, czas spedzilam w domu i w ogrodzie... Dzien byl cieply, sloneczny co bylo zaskoczeniem gdyz poranek przywital nas szaro, chlodno i nic nie wskazywalo na sloneczna pogode... Siedzac na laweczce opalalam zmeczona twarz... to byl udany, piekny i spokojny letnio - jesienny dzien...

Pierwszy raz w tym roku w ogrodzie mam maki, same do mnie przywedrowaly... nie wiadomo skad ani od kogo... :-) bardzo je lubie... sa takie delikatne i takie piekne. Kojarza mi sie z dziecinstwem bo wlasnie na wsi wiele czasu spedzalismy poza miastem a takich makow i chabrow na lakach bylo wtedy mnostwo... Bardzo tesknie za tymi kwiatowymi, dzieciecymi wspomnieniami...

A na temat zmian na blogu, oj duzo by pisac... kolejne moje zwatpienie blogowe, mam nadzieje ze juz ostatnie... Czasami sa chwile kiedy nie widze sensu tego mojego pisania i nie zawsze potrafie sie w tym swiecie odnalesc... bo niby jestesmy i nie jestesmy i jak to w sumie jest...

Mam nadzieje, ze nie tylko ja mam chwile blogowych zwatpien... jedno wiem na pewno, ze chociaz bym chciala moj blog zlikwidowac to nawet nie wiem jak i gdzie... :-)

A teraz na dobry poczatek, dalsze moje pisanie, fotografowanie i maki z mojego ogrodu, uwielbiam je...!

Pozdrawiam cieplutko i do uslyszenia, mam nadzieje... :-) Mamsan

niedziela, 5 września 2010

" To lubie "


Zabawa do ktorej zostalam zaproszona przez Nettike i Yba... serdecznie Wam dziekuje... w zabawie trzeba wymienic rzeczy ktore najbardziej lubimy... Od Sabbath o ktorej istnieniu nie mialam pojecia otrzymalam przechodnia nagrode bloggerow " To co lubie " ... za piekne i cieple slowa bardzo jej dziekuje...



A wiec lubie

blekit nieba w sloneczne dni
rozmowy z przyjaciolmi i czas z bliskimi
poranna herbate i smak kawy
szum morza i jego zapach
piekno kwiatow i ludzi
swiat ksiazek i ten ktory nas otacza
usmiech i radosc moich dzieci
oraz czekolade i wiare, ze to co najlepsze wciaz jeszcze przed nami...


Do dalszej zabawy zapraszam...Anik ,Ewa, margaretka3 i Nika B...

Milej zabawy zycze i udanego tygodnia ☀ Mamsan

piątek, 3 września 2010

Gesi i truskawki...


No niestety ale mamy coraz chlodniej....


Wczesne poranki ciemne, zaspane i juz chlodne ... na spacerach wiatr otula szalem chlodu, peleryna pelna deszczu a w oczach od wiatru zbieraja sie lzy, jedna po drugiej splywa po policzku...
Chwilami, szczegolnie rano jest naprawde zimno + 4 stopnie to najchlodniejsza do tej pory temperatura...

Widzialam odlatujace gesi, na blekitnym niebie szykowaly sie w podroz... Kochani, przychodzi pora zegnac sie z latem i witac z jesienia... coraz czesciej pozwalam sobie na chwile zadumy, przemyslenia letnio - jesienne o przemijaniu... o tym co bylo, juz jest i jeszcze bedzie...


Kilka dni temu w ogrodzie zbieralam z dziecmi ostatnie tegoroczne maliny, jakze byly slodkie i soczyste... zajadajac maliny przypomnialam sobie o truskawkach... nic o nich nie pisalam a przeciez wciaz tak dobrze je pamietam...
ich kolor
ich slodki smak
i radosne chwile z nimi zwiazane...



Takich wlasnie letnich truskawkowych dni Wam zycze, niech beda z lodami albo smietana i koniecznie cieplym sloncem ...
Pozdrawiam serdecznie i zycze udanego weekendu ☀ Mamsan


niedziela, 29 sierpnia 2010

Pozegnania czas...


... przyszla pora ...



Wczesnym porankiem w koszuli pachnacej jeszcze snem zegnalam sie z mama... ostatnie cieple slowa, dotyk rak, zapach perfum ten sam tak dobrze mi znany od wielu, wielu lat... goraca herbata, poranna kawa, usciski dzieci i smutne chwile rozstania...

Jest pusto, troche smutno i jakos tak dziwnie... ostatnia rozmowa przez telefon, przed odlotem samolotu w inny swiat, niby odlegly a zarazem bliski... Teraz jestesmy tutaj za chwile juz tam, tak szybko wszystko sie zmienia, tak szybko ucieka nam czas... gdybym mogla go zlapac, dogonic, na chwile zatrzymac, dotknac i choc przez chwile poczuc jego slodki smak... gdybym go miala wiem czego bym bardzo chciala...

Pozdrawiam i zycze udanego tygodnia ♡ Mamsan


czwartek, 26 sierpnia 2010

Smierdzacy smakolyk...


To chyba najbardziej orginalne danie jakie jadlam tutaj do tej pory
to danie na pewno jedyne w swoim rodzaju ktore szwedzi jedza w sierpniu...


Jak wiemy fermentacja jest czesto stosowanym sposobem konserwowania zywnosci, jednym z najwspanialszych produktow jakie znam jest wino a w Polsce kiszone ogorki i kapusta... Sledzi jednak nie kisimy tak jak to robia szwedzi i chyba poza Szwecja nigdzie takiej ryby nie zjemy... Ryba ta jest wyjatkowa w smaku a najbardziej w zapachu, ma charakterystyczny niemalze nie do zniesienia zapach ktorego nie jestem w stanie opisac... Sledzie te bowiem sa fermentowane w beczkach przez chyba okolo 2 miesiacy, potem sa puszkowane ale fermentacja trwa nadal dlatego puszki czesto maja wybrzuszone denka czego akurat nasza tym razem nie miala. Puszki otwieramy najlepiej w misce z woda, na dworze jezeli jest to mozliwe aby zapach czy tez smrod jak kto woli nie byl az tak dokuczliwy... :-)



Ponoc surströmmig jest wynikiem przypadku, pomylka kulinarna ktora stala sie znana i lubiana potrawa przez wielu szwedow ale nie wszystkich... Do dzisiaj tradycyjnie kiszony sledz jest specyfikiem polnocnym i najchetniej konsumowany jest w Norrlandi, nie wszyscy szwedzi ten przysmak jednak lubia... albo kochaja albo bardzo, bardzo go nie lubia... Podajemy sledzie z ziemniakami, pokrojona czerwona cebula, cienkim pieczywem tzw tunnbröd, do tego moze byc smietana, ser albo maslo messmörr a do popicia mleko lub zmrozona wodeczka...




Dla poczatkujacych tradycyjny zawijaniec jest chyba moim zdaniem najlepszy... na posmarowany chleb kladziemy pokrojone filety sledzia, plasterki ziemniakow, cebule i zawijamy w rulon a potem wstrzymujemy oddech i jemy chocby z zatkanym nosem... :-)

Nie wiem czy powinnam zachecac ale jedno wiem na pewno, zapachem nie bedziecie rozczarowani bo jest wyjatkowy i jedyny w swoim rodzaju... !!!
Ja popijam schlodzona wodeczka moze dlatego, ze im wiecej wypije tym mniej czuje smak i zapach... :-)

Pozdrawiam cieplutko ☀ Mamsan

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

A... psik!


Przez caly czas wszystko bylo dobrze
rodzinne spacery, zielone jablka zbierane w ogrodzie, pajeczyna mokra od deszczu na oknie...



... A teraz Maly S w domu, po pierwszym tygodniu w przedszkolu sie rozchorowal... teraz babcia chora, ponad 38 stopni goraczki, starszy syn narzeka na bol gardla i kicha, mozliwe ze jutro bedzie musial zostac w domu... My sie trzymamy, mnie dokucza tylko bol glowy, na razie... Popijamy herbatki z cytryna i miodem, czosnek tez zajadamy... Pogoda ponownie sloneczna ale wiatr duzo chlodniejszy, jutro ponoc przez caly dzien bedzie padal deszcz...

Nastepnym razem napisze wiecej, nadrobie zaleglosci... o smierdziuchu tez bedzie, obiecuje... :-)

Pozdrawiam serdecznie. Mamsan

PS: Zdjecie z jablkiem troche wykadrowalam, zrobil je dzisiaj moj mlodszy syn, osobiscie podoba mi sie... :-)

sobota, 21 sierpnia 2010

Slodkie maliny...


Zbieralismy dzisiaj...



Wszyscy razem poszlismy na zlocista lake ktora znajduje sie blisko naszego domu... jest tam mnostwo rosnacych malin i porzeczek... Maliny czerwone i takie zlociste, ktore chyba dopiero teraz jem pierwszy raz w zyciu a o ich istnieniu nie mialam pojecia... Smakuja jak maliny ale kolor maja zupelnie inny co widac na zdjeciach...

Malin nie ma juz wiele, wszystko sie konczy i dobiega konca... Wczoraj jadac do pracy z samego rana mielismy tylko 4 stopnie, zmarzly rece i uszy pierwszy raz w tym roku ale jest nadzieja na cieple dni bo mowia, ze ponoc za 2 tygodnie przywitaja nas kolejne upaly...! aby tak bylo bo przede mna jeszcze dwa wolne tygodnie od pracy... :-)

Milej niedzieli Wam zycze i do uslyszenia ☀ Mamsan


czwartek, 19 sierpnia 2010

Czuc jesien...


Powoli skrada sie drobnymi krokami, dyskretnie wita chlodem, deszczem, wiatrem, tancem lisci...



Hortensje bukietowe w pelnym rozkwicie, pieknie czaruja dyskretna uroda, astry i rozchodnik powoli nabieraja jesiennych barw a krzak zdobia ostatnie juz w tym roku paki roz... Zakonczyly sie kapiele ogrodowe ktore w tym roku pewno juz nie powroca...

Nigdy wczesniej nie czulam tak wyraznie przemijania i por roku jak teraz od kiedy mamy dom. W ogrodzie kazdy kwiat, krzew i roslina ma swoj czas, cos zakwita i cos przekwita.... Kolory i barwy mowia nam wiele o przemijaniu ale bez slow... Na drzewie przed domem dojrzewaja sliwki, dzieci co jakis czas sprawdzaja i czekaja na zbieranie tych pierwszych... beda ponownie robione powidla i sliwkowe smakolyki...

A ja nostalgicznie slucham Jopek, piosenke " Sklamalabym " moglabym sluchac bez konca...

Pozdrawiam ☂ Mamsan

PS: Zupelnie zapomnialam napisac, ze dzisiaj w Szwecji premiera smierdzacej ryby ale o tym napisze przy innej okazji... Pa, pa


wtorek, 17 sierpnia 2010

Szkola i koszenie


Wakacje kalendarzowe dobiegly konca...




Syn rozpoczyna nowy rok szkolny, dzisiaj rozpoczecie szkoly i pierwsze wspolne spotkanie dzieci w szkole... Bardzo sie zmienil ostatnio i tyle widze u niego zmian... kiedys to ja czytalam ksiazki a teraz on sam czyta wieczorami a ja slucham, czyta ladnie i wyraznie... ostatnio to on chcial kosic trawe, chodzil z kosiarka sam a mlodszy brat chetnie mu towarzyszyl... :-) Kiedys byla to moja czynnosc ale widze, ze z czasem sie to chyba zmieni...




Poza tym nareszcie zobaczylam " Apocalipto " Gipsona... film trzymal w napieciu przez ponad dwie godziny, tak jak usiadlam na sofie przed telewizorem tak tez z tej sofy nie wstalam... Niesamowity film, ciekawe tlo historyczne, dobre kreacje oraz sporo okrucienstwa, osobiscie podobal mi sie ale wiem, ze zdania na temat tego filmu sa bardzo podzielone...

Milego dnia ☁ Mamsan


niedziela, 15 sierpnia 2010

Back to work...


Wszystko co dobre kiedys sie konczy...



Ostatni moj wolny dzien, ostatni dzisiaj leniwy poranek i wspolne sniadanie na tarasie... jutro jadac do pracy wszyscy beda jeszcze smacznie spac... Tydzien wakacji i odpoczynku dobiegl konca, tak szybko, zbyt szybko... jutro wczesna pobutka, budzik czeka w pelnej gotowosci, przede mna praca i powrot do codziennych obowiazkow. Mialam czytac ksiazki, niestety... nie przeczytalam ani jednej strony... :-) tyle sie dzialo... dlugie spacery, zabawy z dziecmi, zakupy na miescie i dalszy ciag remontu domu a w srode przed nami rozpoczecie szkoly starszego syna... sama w to jeszcze nie wierze...

Nadal mamy wciaz cieplo, slonecznie i smacznie. Dzisiejsze czerwone wino, kotlety w marynadzie, salatka ze swiezymi kartofelkami, rzodkiewkami i kapusta smakowala wysmienicie, nie wiem dlaczego obiadki na swiezym powietrzu zawsze smakuja duzo lepiej... :-) Wiekszosc czasu spedzamy w ogrodzie, nie mielismy tak cudownego lata w Szwecji od wielu, wielu lat...

Pozdrawiam i zycze milego poniedzialku ☺ Mamsan

piątek, 13 sierpnia 2010

Konik polny i przywitanie


Zniknelam na jakis czas, wiem... ale czas sam nie wiem kiedy przelewa sie blogo przez palce
leniwe dlugie poranki, gazetka, spacery
goraca poranna herbata, wspolna kawa w ogrodzie
widok dzieci i slonca i chwil niby tak zwyklych a jakze radosnych...



Tego oto konika polnego znalazl wczoraj starszy syn w ogrodzie, bawil sie z nim i bardzo chcial sie nim zaopiekowac, bardzo bylo mu zal konika bo biedak mial tylko jedna noge... nie spodziewalam sie, ze kiedy przyjdzie chwila rozstania syn bedzie mial tyle lez w oczach, tyle smutku i obaw o konika, ze sam biedak nie da sobie rady... tak bardzo bylo mi jego szkoda, wzruszona przytulalam go mocno do siebie ocierajac jego mokre lzy...


A powitanie babci bylo bardzo cieple, glosne i radosne... nie wiem kto kogo bardziej wycalowal i wysciskal... Tyle emocji, opowiesci, wypowiedzianych slow i radosci bycia razem...

Nie widzialam mamy przez caly rok, dzieci tez...
Rok temu jak ostatnio trzymalam jej dlon, patrzylam w jej oczy, razem z nia sie smialam...
Teraz jest tutaj szczesliwa, ze moze byc z nami a my z nia... :-)


Pozdrawiam cieplutko i zycze udanego weekendu ☀ Mamsan


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...