czwartek, 26 sierpnia 2010

Smierdzacy smakolyk...


To chyba najbardziej orginalne danie jakie jadlam tutaj do tej pory
to danie na pewno jedyne w swoim rodzaju ktore szwedzi jedza w sierpniu...


Jak wiemy fermentacja jest czesto stosowanym sposobem konserwowania zywnosci, jednym z najwspanialszych produktow jakie znam jest wino a w Polsce kiszone ogorki i kapusta... Sledzi jednak nie kisimy tak jak to robia szwedzi i chyba poza Szwecja nigdzie takiej ryby nie zjemy... Ryba ta jest wyjatkowa w smaku a najbardziej w zapachu, ma charakterystyczny niemalze nie do zniesienia zapach ktorego nie jestem w stanie opisac... Sledzie te bowiem sa fermentowane w beczkach przez chyba okolo 2 miesiacy, potem sa puszkowane ale fermentacja trwa nadal dlatego puszki czesto maja wybrzuszone denka czego akurat nasza tym razem nie miala. Puszki otwieramy najlepiej w misce z woda, na dworze jezeli jest to mozliwe aby zapach czy tez smrod jak kto woli nie byl az tak dokuczliwy... :-)



Ponoc surströmmig jest wynikiem przypadku, pomylka kulinarna ktora stala sie znana i lubiana potrawa przez wielu szwedow ale nie wszystkich... Do dzisiaj tradycyjnie kiszony sledz jest specyfikiem polnocnym i najchetniej konsumowany jest w Norrlandi, nie wszyscy szwedzi ten przysmak jednak lubia... albo kochaja albo bardzo, bardzo go nie lubia... Podajemy sledzie z ziemniakami, pokrojona czerwona cebula, cienkim pieczywem tzw tunnbröd, do tego moze byc smietana, ser albo maslo messmörr a do popicia mleko lub zmrozona wodeczka...




Dla poczatkujacych tradycyjny zawijaniec jest chyba moim zdaniem najlepszy... na posmarowany chleb kladziemy pokrojone filety sledzia, plasterki ziemniakow, cebule i zawijamy w rulon a potem wstrzymujemy oddech i jemy chocby z zatkanym nosem... :-)

Nie wiem czy powinnam zachecac ale jedno wiem na pewno, zapachem nie bedziecie rozczarowani bo jest wyjatkowy i jedyny w swoim rodzaju... !!!
Ja popijam schlodzona wodeczka moze dlatego, ze im wiecej wypije tym mniej czuje smak i zapach... :-)

Pozdrawiam cieplutko ☀ Mamsan

21 komentarzy:

asieja pisze...

rozbawił mnie Twój opis otwarcia śledzia.. rety, jak to jest, że coś co śmierdzi może byc pyszne. a przecież nasza kiszona kapusta! śmierdzi okropnie, a pyszna jest jak nie wiem :)

Aga pisze...

Wygląda fajnie, ale brzmi... okropnie.
Już gorsze mogą być tylko preparowane jajka z kaczym płodem.

enchocolatte pisze...

nie wiedziałam, że takie rarytasy są w Szwecji! jesteś dzielna mimo wszystko!
:)
E.

Ania vel Vespertine pisze...

DLa mnie wygląda zachęcająco :)

Bardzo łądna fotorelacja!

Mamsan pisze...

asieja, ta ryba faktycznie strasznie smierdzi ale smak nie jest az taki straszny... :-)

Aga, moze i fajnie wyglada ale nie jest przez wszystkich lubiana, szkoda ze nie jadlas jej bedac u siostry... Pozdrawiam Cie serdecznie...

enchocolatte, rarytasy z wyzszej polki... ja jem ale wiele szwedow nawet jej nigdy nie posmakowala... :-)

Ania vel Vespertine, milo Cie widziec...! trudno mi powiedziec czy ten sledz jest zachecajacy czy tez nie ale sprobowac warto aby wiedziec przynajmniej jak smakuje...! Bylam zobaczyc Twoja strone, bardzo milo u Ciebie...!

Pozdrawiam Was cieplutko i zycze kolorowych snow. M

26 SIERPNIA 2010 23:18

Mruczanki pisze...

świetna realcja! tylko pogratulować odwagi do spróbowania tej śmierdzącej ryby (; sądzę, że gdybym miała okazję też bym tego spróbowała. warto skosztować nowych i nieznanych rzeczy (:

Gardendiggers pisze...

No no... Mnie tam się już podoba. Co prawda takiego śledzia nie próbowałem, ale nie mam nic przeciwko niektórym potrawom "pachnącym inaczej", np. serom... Najlepsze są takie, które po rozpakowaniu mrugają okiem i machają rączką ;-D

Qoopka pisze...

hahaha ogladalam o tych sledziach program na discovery :))) i bylam ciekawa smaku :))) moja tesciowa jadla nawet dzdzownice w cukrze bo ktos taki rarytas z azji przywiozl...wiec sama nie wiem,chyba bym predzej sledzia smierdziucha zjadla :) pozdrawiam buziaki

Anik pisze...

czekałam na ten post! Juz dawno slyszalam o tym "rarytasie" i bylam ciekawa czy gosci w twoim domu... :) Opis niemal wprowadził mnie w klimat i zapach...wacham się czy bym spróbowała, ale znam gorsze rzeczy więc może... :)
Miłego dnia!

ewamaison pisze...

przeczytałam uważnie Twojego posta, zaciekawił mnie bardzo bo pierwszy raz słyszę o tak "atrakcyjnym" daniu i nasuwa mi się pytanie: po co to jeść skoro najlepiej jest to robić z zatkanym nosem? ;-) pozdrawiam, Ewa

MaLa pisze...

często jest tak, że im bardziej coś "śmierdzi" tym lepiej smakuje ;)

Nettika pisze...

Ze śmierdzących pyszności uznaję jedynie sery :))) a rym nawet gdyby różami pachniały to nie zjem :) no tak już mam :) ale zdjecie cebulowych łusek super ! buziaki

AB pisze...

I have never seen onions look so good

blog niedzielny pisze...

hahhahahahahah dobrze ze nie jadam sledzi,pomysl z wodeczka bardzo mi sie podoba ,pieknie ta potrawa wyglada na twoim zdjeciu ale chyba jednak musialabym podziekowac :)

Pchełka pisze...

"pachnie" nawet przez szkło :))) Pozdrawiam..A.

Sylwia Grabinska pisze...

mmmmm, moj ulubiony przysmak. Nawet moja mama, ktora pierwszy raz w tym roku do mnie przyjechala miala okazje go sprobowac. Zarzekala sie ze tego smierdzacego paskudztwa do ust nie wezmie, ale przekonalam ja ze nasze ogorki i kapusta rowniez dla innych ludzi smierdzi a jest jak najbardziej smaczna. No i sie skusila. I byla zaskoczona ze smakuje wysmienicie.
My tu na polnocy dodtakowo na ten cienki chlebek kladziemy plasterki pomidora, jajka i koperek.
Mniam, znow mi slinka leci, a jadlam go nie dalej jak 2 dni temu :)

Pozdrawiam goraco z deszczowej i zimnej juz polnocy

Mamsan pisze...

Mruczanki, zawsze warto chocby smakowalo paskudnie... :-)

Gardendiggers, sery uwielbiam wiec powiem tak, ze sprobowac warto zeby samemu przekonac sie czy smakuje dobrze czy nie... :-)

Qoopka, chyba wole smierdzucha choc przyznaje, ze nigdy dzdzownic nie smakowalam...

Anik, mysle, ze smierdziuch nie jest az taki straszny, duzo gorszy jest jego zapach... :-)

ewamaison, sa tacy co nosy zatykaja i sa tacy co jak tylko poczuja smierdziucha to im od razu slina leci tak pieknie im pachnie... :-)

mala, Witaj... zupelnie sie z Toba zgadzam, zawsze trzeba sprobowac zeby sie przekonac...

Nettika, ja sery tez uwielbiam a na smierdziucha na pewno Cie nie zaprosze... :-)

AB, thanks... :-)

blog niedzielny, a moze jednak... wodeczka potrafi czarowac... :-)

Pchelka, prezentuje sie calkiem apetycznie, prawda... :-)

Sylwia Grabinska, moja mama tez jadla i nawet jej smakowalo, gorzej jednak bylo z zapachem... Mysle tez, ze z pomidorami jeszcze lepiej by ta ryba smakowala a z jajkami sprobuje nastepnym razem, czyli za rok... :-) Tutaj tez juz troche jesiennie...

Pozdrawiam Was serdecznie i dziekuje za wszystkie komentarze... Pa, pa. M

Sabbath pisze...

No tak, śmierdzące potrawy to wyzwanie. Przykład - sery pleśniowe. Uwielbiam! Poległam tylko przy jednym z typów sera dostępnym w Czechach, po którym rozważałam wysterylizowanie rąk. wrzątkiem. Albo czymkolwiek!
Nie wiem, czy dałabym rade rybie.

Mamsan, niniejszym dołączam do obserwatorów Twojego bloga. :)
I będę się odzywać.

Mamsan pisze...

Witaj Sabbath, jak milo Cie u mnie widziec...! ja twojego bloga niestety wczesniej nie znalam ale bede chetnie zagladac... A sery tez uwielbiam ale tego czeskiego jeszcze nie jadlam... myslisz, ze powinnam... :-)

Pozdrawiam cieplutko. M

Sabbath pisze...

Ja nie wiem, czy KTOKOLWIEK powinien.
A jeżeli już, to potajemnie i w samotności. ;)

lovedress pisze...

oj wiele o surströmmig słyszałam...ale nie wiem czy chciała bym się z nim spotkać ... :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...